zaawansowane
Autor tygodnia
autor Nikos Kazantzakis urodził się 30 lutego 1883 roku w Iraklionie na Krecie...
Autor tygodnia: Olga Tokarczuk

Tokarczuk OlgaRecenzent Newsweeka napisał o „Biegunach”, najnowszej książce Olgi Tokarczuk;
„Znajdą się recenzenci, którzy będą przekonywać, że "Bieguni" to książka wybitna. Nie należy im wierzyć. Ta powieść jest dowodem głębokiego kryzysu pisarstwa Olgi Tokarczuk.”

W jednym miał rację – tacy recenzenci znaleźli się, ale nim przytoczymy ich głosy - jeszcze kilka innych, które są jak woda na młyn autora recenzji z Newsweeka.

Jeden – kuriozalny: Zbigniew Bidakowski na łamach „Rzeczypospolitej”, w artykule „Ich troje literatury polskiej„ odmówił Oldze Tokarczuk nawet umiejętności pisania. Pisarka, jego zdaniem, posługuje się „osobliwą polszczyzną”, „cierpi na brak kontaktu z rzeczywistością”, ”wypełnia swoje utwory banałem i rezonerstwem”.

Drugi głos – rozsądniejszy nieco, choć mnożący na potęgę wątpliwości związane z pisaną przez kilka lat książką – to głos Magdaleny Miecznickiej, recenzentki „Dziennika”. Ta pisze o tym, że „Bieguni to materiał na dwie powieści (…) i, nie bardzo wiadomo, z jakiego powodu Tokarczuk postanowiła zrobić z tego całość”, i że „pisarka nie do końca wiedziała, po co to wszystko opowiada, a już na pewno nie wierzyła, że będzie to wiedział czytelnik”.

Trzeci głos – krytyczny, ale spokojny, wyważony głos Andrzeja Franaszka (Gazeta Wyborcza); „"Bieguni" grzeszą nadmiarem, jakby pisarka chciała spożytkować zbyt wiele obserwacji i myśli o różnej randze. Co gorsza, Tokarczuk lubi przechodzić od szczegółowych obserwacji do socjologicznych formuł; na jej skłonność do "mądrościowego traktowania literatury" krytycy zwracali już uwagę.”

Siła złego na jednego, ale spieszymy z odsieczą. Panią Magdalenę Miecznicką zapewnić możemy, że „czytelnik wie, a przynajmniej domyśla się, "po co autorka to wszystko opowiada”, i jaki jest wspólny mianownik opowieści, które składają się na najnowsze dzieło Tokarczuk.
Wiedza ta płynie być może stąd, że czytelnik ma więcej czasu na uważną lekturę dzieła niż recenzent w pośpiechu kartkujący książkę i odkładający ją z grymasem wyższości, bo nie znalazł tam tego, czego szukał. Strata recenzenta, zysk czytelnika. Zysk czytelników, którzy swoimi zachowaniami w księgarniach potwierdzają, że Tokarczuk ma im do powiedzenia coś ważnego i coś im nieobojętnego, i że mówi do nich więcej niż poprawna polszczyzną i zgrabnym utworkiem literackim.

W tym przeczuciu, a może i przekonaniu utwierdzają czytelników dwa głosy krytyków. Jeden, Dariusza Nowackiego, mówiący, że „Bieguni to „poważne i ambitne  dzieło”, drugi – Jerzego Jarzębskiego – wskazujący na książkę jako na „przemyślaną całość, bardzo kunsztownie skonstruowaną.”
„Bieguni” – pisze Jarzębski - „są dziełem zanurzonym głęboko w historię człowieka i (szczególnie grecką) mitologię, poświęconym namysłowi nad fenomenem życia i śmierci.”
I dodaje: „Nie ma w tej książce łatwych odpowiedzi na trudne pytania i co krok potykamy się o jakąś niemożliwą do rozwikłania tajemnicę. Zamiast tych odpowiedzi obserwować możemy zastanawiające odbicia i korespondencje pomiędzy różnymi zjawiskami (np. rozmaite wersje „wejścia w labirynt”, utraty, pielgrzymowania, zalewającej świat lub ciało powodzi wody/krwi, wielorakie aspekty problemu obrony godności ciała). To jest owa dostępna nam wersja powtarzalności świata, dająca nikłą nadzieję na to, że jest on sensowny i uporządkowany. Niczego więcej – w postaci logicznej i jednolitej fabuły autorka nam nie daje, dostarcza jedynie swoistych „punktów odniesienia”, jak owo tajemnicze greckie pojęcie Kairos, powracające parokrotnie w różnych historiach składających się na książkę. Bardzo to mądre dzieło dojrzałej pisarki – może nawet najlepsza z książek, jakie napisała dotychczas Olga Tokarczuk.„

Książka Tokarczuk nie jest po to, by „dać podróżom moralne i duchowe uzasadnienie”, jak pisze recenzentka, nie po to, by cokolwiek moralnie i duchowo uzasadniać. Oceny takie świadczą o tym, że krytycy czytali zupełnie inną książkę, niż tę, która znajduje się w rękach czytelników. Jeśli trzeba odpowiadać na pytanie, po co jest ta książka - odpowiedzieć można słowami jednego z jej bohaterów, Filipa Verheyena, siedemnastowiecznego Holendra, który mówi; „Musimy badać nasz ból”.

„Bieguni” są takim badaniem bólu, bólu istnienia indywidualnego i zbiorowego, bólu istnienia w ciele i bólu istnienia w świecie. Gdyby recenzentka pisząca o „materiale na dwie odrębne powieści” miała okazję nas czytać domyśliłaby się, że pijemy do niej, i dziwimy się jej, jak można było nie zauważyć tej jedności, wyłożonej dodatkowo na 210 stronie powieści wprost?!:
„Może Filip Verheyen wpadł na ślad ukrytego porządku – może w naszym ciele mieści się cały świat, mitologia? Może istnieje jakieś odzwierciedlenie wielkiego i małego, ciało człowieka łączy w sobie wszystko ze wszystkim – opowieści i bohaterów, bogów i zwierzęta, porządek roślin i harmonię minerałów?”.

Przypominając sobie raz jeszcze, po co, albo w efekcie czego została napisana ta książka ( „Musimy badać nasz ból”), wracamy do wydanej kilka lat temu po polsku fascynującej książki Guido Ceronettiego, „Milczenie ciała”. „Bieguni” Tokarczuk to siostra „Milczenia ciała”, i żeby się o tym przekonać wystarczą fragmentu wstępu do książki włoskiego eseisty.
Pisze się tam o „ grzebaniu się w ludzkim mikrokosmosie (i okrzyknięciu go tragicznym i boskim wobec głupoty i milczenia), które cieszy nie mniej niż to, że nie zdoła się z tego mikrokosmosu wychwycić i rygorystycznie określić niczego poza jego fundamentalnym boskim tragizmem.”

Ceronetti pisze o „cieszeniu się” przy tym badaniu bólu; proszę zwrócić uwagą jak bardzo współbrzmi to ze słowami autorki „Biegunów” wypowiedzianymi w rozmowie z dziennikarką Wysokich Obcasów, kiedy ta mówi o smutnym i melancholijnym świecie prozy pisarki: „Myślę, że mam potężne poczucie humoru, którego nikt nie łapie”. (!!)

Na jeszcze jedno podobieństwo tej książki z innymi chcielibyśmy zwrócić uwagę. Słowa o mikrokosmosie ciała i makrokosmosie życia, o jedności obu, nasuwają skojarzenia z dwiema już książkami profesora Szczeklika; z „Katharsis”, i wydaną właśnie „Kore”. Obie książki są niczym innym jak „badaniem naszego bólu”, w obu badanie to prowadzi lekarz praktyk i jak się okazało, znakomity eseista. W zakończeniu drugiej dopowiada, że owo badanie może być, jest, poszukiwaniem duszy, spełnianiem nakazu Heraklita, „szukania samego siebie”:

„Na przekór opinii o nieosiągalności duszy, choć w zgodzie ze swą teorią, iż w starciu przeciwieństw rodzi się harmonia – tej duszy w sobie wypatrywał. Duszy, będącej istotą istoty. (…) Można jej wyglądać, jak to czyniliśmy, w odwiecznych światach, gdzie od zawsze medycyna przebywa. Gdzieś między życiem a śmiercią, zdrowiem a chorobą, nauką a sztuką, i także w miłości. W tych poszukiwaniach, w wyprawie naszej, migotała nam ona chwilami w oczach chorego wybudzonego z głębokiej śpiączki, w przeszczepionym sercu kobiety, która zdobyła Matterhorn, w bólu i cierpieniu – gaszonych sztuka lekarską, w spojrzeniu uczonego odkrywającego nowy lek”.

Zwróćmy uwagę na to, że autor „Kore”, jako miejsce ukazywania się duszy wskazuje sferę „pomiędzy”, jakąś przestrzeń między czymś a czymś, moment przejścia, ruch. „Bieguni” są zaś nie tylko książką o tym, „jak powstaje i skąd się bierze ból” (str. 235), ale są także książką o ruchu, o podróżowaniu, o byciu w drodze, o niekończącym się momencie przejścia.
Bo życie jest ruchem, bo życie w ciele jest ruchem nieustannym, bo żyć – to przeć do przodu. A konsekwencje tego ruchu? A miejsce, do którego ruch ten zmierza? A istota, na którą ruch ten wskazuje?
I tu docieramy do miejsca, w którym pisze się o odwadze, bo napisał wcześniej ktoś, może Wydawca?, że książka Tokarczuk to jest „książka odważna”. Ale jeśli „Bieguni” są książką odważną, to są nią nie dlatego, że autorka „opowiada w niej o sobie i o swoim widzeniu świata”, ale dlatego, że odważnie wskazuje na miejsce, do którego doprowadziło ją „badanie naszego bólu”, przypatrywanie się naszej kondycji, obserwowanie ruchu, które nazywamy życiem i precyzujemy z myślą o nas; „ludzkim życiem”.
I jak na wytrawną pisarkę przystało nie mówi tego wprost, mówi jedną z postaci jej książki, kobietą, biologiem:

„Tak to rozumie: życie na planecie rozkręca jakaś potężna siła zawarta w każdym atomie ożywionej materii. To siła, dla której na razie nie ma żadnych fizycznych ewidencji, nie da się jej przyłapać na najdokładniejszych mikroskopowych zdjęciach ani na fotografiach atomowego, spectrum. To cos, co polega na rozpychaniu się, parciu do przodu, na nieustannych wychodzeniu poza to, czym jest. To jest silnik, który napędza zmiany, ślepa, potężna energia. Przypisywanie jej celu czy intencji jest nieporozumieniem. Darwin zinterpretował ją jak umiał, ale nie miał racji. Żaden dobór naturalny, żadna walka, żadne zwycięstwo i przystosowanie najsilniejszego. Konkurencja- srencja. Im bardziej doświadczonym biologiem się staje, im dłużej i uważniej przygląda się skomplikowanym układom i powiązaniom w biosystemie, tym bardziej umacnia się w swojej intuicji – wszystko, co żywe, wspomaga się w tym rośnięciu i rozpychaniu, wspiera się na sobie. Żywe organizmy oddają się sobie wzajemnie, pozwalają robić z siebie użytek innym. Jeśli istnieje rywalizacja, to jest to zjawisko lokalne, zaburzenie równowagi. To prawda, gałęzie drzew przepychają się między sobą do światła, ich korzenie prą na wyścigi do źródeł wody, zwierzęta zjadają się nawzajem, ale jest w tym przerażający dla człowieka rodzaj zgody. Można mieć wrażenie, że uczestniczymy w teatrze wielkiego ciała ( podkreślenie W.N.), jakby te wojny, które prowadzimy były tylko wojnami domowymi. To – bo jakiego innego słowa użyć? – żyje, ma miliony cech i jakości , tak że wszystko się w nim zawiera i nie ma nic, co mogłoby być spoza, każda śmierć jest częścią życia i, w pewnym sensie – nie ma śmierci. Nie ma winnych i niewinnych, nie m zasług i grzechów, dobrego i złego; ten, kto wymyślił te pojęcia, wprowadził ludzi w błąd”. (str. 322- 323).

To długi cytat, ale naszym zdaniem, najnowsza książka Olgi Tokarczuk, w nim właśnie kulminuje. Dla zapisanej w tym miejscu myśli pisarka „postanowiła zrobić z tego całość”, i „pisarka do końca wiedziała, po co to wszystko opowiada„ i „wierzyła, że będzie to wiedział czytelnik”.
Uważny czytelnik i odważny czytelnik, bo to rzeczywiście książka odważna. Ale odważny jest przecież, każdy kto zaczyna podróż, kto decyduje się, by ruszyć z miejsca, by, jak pisał Stachura, „stojąc w miejscu nie zabłądzić”.
Starożytni mówili, że żeglowanie jest rzeczą konieczną; może mieli na myśli to, co przynosi nam w dzisiejszych, właściwych naszej wrażliwości pojęciach książka Tokarczuk; ta fascynująca relacja z jej własnego „żeglowania”, z, mówiąc słowami Herberta, „podróży długiej/wędrowania pozornie bez celu błądzenia po omacku /”, w którym „nie tylko oczami ale także dotykiem poznaje się szorstkość ziemi / i całą skórą mierzy się ze światem/.

Polecamy
Twój koszyk jest pusty
Twój schowek jest pusty
Poznań Kultura na każdą poręNieznanyPoznań Kultura na każdą poręAlbum, w którym znalazło się ok. 180 fotografii Mariusza Foreckiego (laureata Nagrody Artystycznej Miasta Poznania za 2010 rok), ilustruje ciekawe wydarzenia kulturalne odbywające się w Poznaniu. Uzupełnieniem podzielonej na cztery pory roku narracji
szybki kontakt




E-mail: sklep@arsenal.pl 

GG: 10782411 

Skype: arsenalsklep 

Kom: 695 057 525 

księgarnia internetowa czynna: poniedziałek - piątek 10.00 - 18.00


Pro arte